Fundacja rodzinna to nie tylko podatki – o sukcesji, zarządzaniu majątkiem i odpowiedzialnym planowaniu wielopokoleniowym

W dyskusji dotyczącej fundacji rodzinnych stosunkowo często akcentowane są korzyści podatkowe związane z ich utworzeniem i funkcjonowaniem. Ograniczenie analizy fundacji rodzinnej wyłącznie do perspektywy podatkowej prowadzi jednak do pominięcia jej zasadniczej funkcji.

W praktyce jest to przede wszystkim instytucja prawna przeznaczona do realizacji procesów sukcesyjnych oraz zapewnienia trwałości i ochrony majątku rodzinnego, w szczególności w przypadku przedsiębiorstw budowanych przez wiele lat przez fundatora. Konstrukcja prawna fundacji rodzinnej umożliwia stworzenie przejrzystych reguł zarządzania majątkiem, określenie zasad korzystania z niego przez beneficjentów oraz zaplanowanie sposobu funkcjonowania przedsiębiorstwa w perspektywie wielopokoleniowej.

Fundacja rodzinna jako narzędzie zapewnienia ciągłości biznesu

Wielu właścicieli firm przez lata buduje przedsiębiorstwa, które stają się nie tylko stałym źródłem dochodu, ale również podstawowym składnikiem majątku rodzinnego. Jednym z największych wyzwań przedsiębiorców pozostaje wtedy skuteczne przeprowadzenie sukcesji.

Brak odpowiedniego przygotowania procesu sukcesyjnego może prowadzić do rozdrobnienia struktury właścicielskiej, utrudnień w podejmowaniu decyzji korporacyjnych, a w skrajnych przypadkach – do destabilizacji działalności operacyjnej przedsiębiorstwa. Ryzyko to wzrasta szczególnie w sytuacji, gdy krąg spadkobierców jest liczny, a ich oczekiwania względem dalszego funkcjonowania biznesu pozostają odmienne.

Fundacja rodzinna pozwala na wypracowanie modelu, w którym majątek związany z przedsiębiorstwem zostaje objęty określonym reżimem organizacyjnym, niezależnym od zdarzeń dotyczących sytuacji osobistej fundatora czy beneficjentów. Dzięki temu możliwe jest zapewnienie większej stabilności procesów decyzyjnych oraz zachowanie ciągłości prowadzonej działalności gospodarczej.

Uporządkowanie zasad zarządzania majątkiem

Istotną zaletą fundacji rodzinnej jest możliwość precyzyjnego określenia zasad zarządzania majątkiem wniesionym do fundacji.

Fundator ma w tym zakresie szeroką swobodę. Może określić sposób funkcjonowania fundacji, zasady działania jej organów, tryb podejmowania decyzji oraz mechanizmy nadzoru nad realizacją celów fundacji.

Rozwiązania te można dostosować do specyfiki danego przedsiębiorstwa i sytuacji rodzinnej fundatora. W szczególności fundator może określić cele fundacji, zasady podejmowania decyzji dotyczących majątku, sposób nadzoru nad działalnością fundacji, warunki wypłaty świadczeń dla beneficjentów oraz mechanizmy postępowania w sytuacjach nadzwyczajnych. Dzięki temu możliwe jest uporządkowanie kwestii, które często przez lata pozostają nieuregulowane, a ujawniają się dopiero w momentach kryzysowych.

Status i uprawnienia beneficjentów

Instytucja fundacji rodzinnej umożliwia również kompleksowe uregulowanie sytuacji prawnej beneficjentów.

W sukcesji przedsiębiorstw rodzinnych nie zawsze uzasadnione jest założenie, że każdy członek rodziny powinien w takim samym zakresie uczestniczyć w zarządzaniu biznesem. Sukcesorzy mogą różnić się kompetencjami, doświadczeniem zawodowym i poziomem zainteresowania prowadzeniem firmy. Nie wszyscy też chcą lub mogą angażować się w jej bieżące funkcjonowanie.

Fundacja rodzinna stwarza możliwość oddzielenia kompetencji związanych z zarządzaniem i administrowaniem majątkiem od uprawnień do czerpania korzyści ekonomicznych z majątku wniesionego do fundacji. Fundator może określić zakres i warunki uzyskiwania świadczeń przez beneficjentów, zróżnicować ich uprawnienia, a także powiązać realizację określonych świadczeń ze spełnieniem wskazanych przesłanek.

Takie rozwiązanie sprzyja ograniczeniu potencjalnych źródeł sporów i pozwala na stworzenie transparentnych reguł funkcjonowania majątku rodzinnego w dłuższej perspektywie.

Fundacja rodzinna zaczyna się od pytań, nie od formalności

Od czego zatem zacząć? Nie od dokumentów czy kwestii formalnych, lecz od odpowiedzi na kilka podstawowych pytań:

  • jaki cel ma realizować fundacja rodzinna,
  • kto i na jakich zasadach ma zarządzać majątkiem,
  • jakie uprawnienia powinni posiadać beneficjenci,
  • oraz jaką rolę ma pełnić przedsiębiorstwo w perspektywie kolejnych pokoleń.

Dopiero po określeniu tych założeń można zaprojektować fundację rodzinną odpowiadającą rzeczywistym potrzebom fundatora, beneficjentów oraz innych osób, których interesy fundacja ma zabezpieczać.

Warto przy tym skorzystać ze wsparcia prawników doświadczonych w planowaniu sukcesyjnym i tworzeniu fundacji rodzinnych. Samo utworzenie fundacji to jedynie początek procesu — o jego powodzeniu decyduje przede wszystkim właściwe zaprojektowanie przyjętych rozwiązań.

Reforma PIP 2026 – nowe uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy. Czy umowy B2B są zagrożone?

Wchodząca w życie 8 lipca 2026 roku reforma Państwowej Inspekcji Pracy, to jedna z najbardziej fundamentalnych zmian w polskim prawie pracy ostatnich lat. Nowe przepisy, stanowiące realizację kamieni milowych KPO w zakresie zwalczania segmentacji rynku pracy, całkowicie zmieniają dotychczasowy układ sił pomiędzy organami kontrolnymi a przedsiębiorcami. Dla wielu organizacji oznacza to konieczność pilnej weryfikacji  modeli współpracy opartych na samozatrudnieniu i umowach B2B.

Nowe uprawnienia inspektorów – decyzja administracyjna zamiast procesu sądowego

Kluczowym elementem reformy jest wyposażenie inspektorów pracy we władcze uprawnienie do wydawania decyzji administracyjnych stwierdzających istnienie stosunku pracy. Do tej pory, aby zakwestionować umowę B2B lub zlecenie, PIP musiała wytoczyć długotrwałe powództwo przed sądem pracy. Od 8 lipca inspektor będzie mógł samodzielnie wydać decyzję o charakterze deklaratoryjnym, jeśli uzna, że codzienna praktyka współpracy spełnia kryteria etatu z art. 22 § 1 Kodeksu pracy – czyli praca jest wykonywana w warunkach podporządkowania, w miejscu i czasie wyznaczonym przez zatrudniającego.

Co zmienia reforma PIP? Najważniejsze nowe uprawnienia inspektorów

Reforma wprowadza szereg rozwiązań uszczelniających system kontrolny, takich jak:

  • Kontrole zdalne i cyfrowe – Inspektorzy zyskują prawo do prowadzenia czynności online, w tym przeprowadzania wideo-oględzin, przesłuchań online oraz weryfikacji elektronicznych kopii dokumentów.
  • Zintegrowany przepływ danych – Powstaje międzyinstytucjonalny zespół ds. oceny ryzyka, w ramach którego PIP, ZUS oraz Krajowa Administracja Skarbowa będą automatycznie wymieniać informacje, co pozwoli na precyzyjne typowanie firm do kontroli.

Jakie ryzyka dla pracodawców wiążą się z reformą PIP?

Reklasyfikacja umowy B2B na stosunek pracy może spowodować daleko idące konsekwencje finansowe dla przedsiębiorców, wykraczające daleko poza dział HR. Przedsiębiorcy muszą liczyć się z ryzykiem konieczności opłacenia zaległych składek ZUS (z uwzględnieniem tego, że składki z umów cywilnoprawnych będą zaliczane na poczet etatu), korektami rozliczeń PIT i CIT, a także roszczeniami o ekwiwalenty za urlopy czy wpłaty na PPK.

W przypadku firm zatrudniających wielu kontraktorów, łączna ekspozycja finansowa może sięgać ogromnych kwot, bezpośrednio zagrażając płynności finansowej podmiotów. Symulacje gigantów rynku pokazują, że dla m.in. firmy IT zatrudniającej zaledwie 10 kontraktorów na stawkach 20 tys. zł, łączna ekspozycja finansowa przy reklasyfikacji może sięgnąć milionów złotych.

Umowa B2B a stosunek pracy – rzeczywistość kontra zapisy na papierze

Analizy rynku, w tym symulacje i benchmarki prawne, pokazują, że ponad połowa obecnych kontraktów B2B wykazuje cechy charakterystyczne dla stosunku pracy – od sztywnych godzin pracy i ewidencji czasu, przez osobiste świadczenie usług bez prawa do zastępstwa, aż po stałe ryczałtowe wynagrodzenie i pakiety benefitów.

W nowym reżimie prawnym, nawet najbardziej precyzyjnie sformułowana umowa o współpracy nie obroni się przed decyzją PIP, jeśli codzienna praktyka w zespołach (komunikacja e-mailowa, komunikatory, struktura podległości) wprost wskazuje na relację pracowniczą.

Reforma nie eliminuje umów B2B z polskiego rynku, ale brutalnie weryfikuje jego granice – przetrwają wyłącznie te kontrakty, które opierają się na rzeczywistej autonomii, rozliczaniu za rezultat i realnym ryzyku gospodarczym po stronie wykonawcy.

Czy Twoja organizacja jest przygotowana na reformę PIP?

Już teraz warto przeprowadzić przegląd obowiązujących modeli współpracy i ocenić, czy umowy B2B odpowiadają rzeczywistemu sposobowi wykonywania obowiązków. Pozwala to ograniczyć ryzyko zakwestionowania współpracy podczas kontroli oraz uniknąć kosztownych konsekwencji finansowych. Jeśli potrzebujesz wsparcia w analizie lub dostosowaniu modeli zatrudnienia, nasz zespół pozostaje do dyspozycji.

 

Nowe funkcjonalności eUmów na praca.gov.pl. Co zmieni się dla pracodawców od czerwca 2026 r.?

W dniu 20 czerwca 2026 r. weszły w życie przepisy zmieniające zasady działania systemu eUmowy, dostępnego przez portale praca.gov.pl i biznes.gov.pl. To ważna zmiana dla pracodawców, bo system ma stopniowo stać się centralnym miejscem obsługi  znacznej części formalności związanych z zatrudnieniem.

Nie wszystkie nowe funkcjonalności pojawią się jednak od razu. Ustawa przewiduje etapowe wdrożenie. Formularze mają zostać dostosowane w ciągu 6 miesięcy, ZUS ma potwierdzić gotowość swoich systemów w ciągu 2 lat, a pełne funkcjonalności eUmów mają zostać udostępnione w ciągu 3 lat od wejścia w życie ustawy.

eUmowy – jeden system do zawierania i obsługi umów

W systemie będzie można podpisać przede wszystkim umowę o pracę, umowę zlecenia, umowę o świadczenie usług, do której stosuje się przepisy o zleceniu, oraz umowę uaktywniającą. Klasyczna umowa o dzieło nie została natomiast wprost objęta tym katalogiem, dlatego nie należy zakładać, że będzie mogła być standardowo zawierana przez system eUmowy.

System eUmowy ma umożliwiać zawieranie, zmianę i rozwiązywanie umów elektronicznie. Dokumenty będzie można podpisać podpisem kwalifikowanym, podpisem zaufanym albo podpisem osobistym. Dla pracodawcy oznacza to możliwość przeniesienia wielu czynności kadrowych do jednego, publicznego systemu.

W systemie będzie można nie tylko podpisać umowę, ale także składać wybrane wnioski i oświadczenia, prowadzić dokumentację pracowniczą oraz przygotowywać świadectwa pracy. W praktyce chodzi m.in. o dokumenty związane z korzystaniem z uprawnień pracowniczych, takie jak wnioski dotyczące opieki nad dzieckiem do lat 14, urlopu okolicznościowego czy urlopu bezpłatnego, a także inne oświadczenia i dokumenty dotyczące obsługiwanej umowy.

Mniej formalności, ale nie mniej odpowiedzialności

Dużą zaletą systemu mają być gotowe formularze umów i dokumentów. Mają one pomóc w prostych, typowych sprawach i ograniczyć liczbę błędów formalnych. System ma też wspierać przekazywanie danych do ZUS i KAS oraz korzystać z danych z rejestrów publicznych, takich jak CEIDG czy KRS.

Warto jednak pamiętać, że nawet najbardziej rozbudowany system eUmów nie przejmie odpowiedzialności za treść umowy, wybór właściwej podstawy zatrudnienia ani  poprawność rozliczeń. Ostateczna odpowiedzialność za zgodność dokumentów z przepisami nadal będzie spoczywać na pracodawcy.

Czy eUmowy istotnie zmienią sposób zatrudniania pracowników?

Rozbudowa systemu praca.gov.pl to krok w stronę prostszej, bardziej cyfrowej obsługi zatrudnienia. Dla wielu mniejszych pracodawców może to być realne ułatwienie, zwłaszcza przy standardowych umowach i powtarzalnych czynnościach kadrowych.

Nie warto jednak traktować systemu jako rozwiązania, które samo „załatwi” zgodność z prawem. eUmowy mogą pomóc w organizacji pracy, ale nadal potrzebne będą dobre procedury, poprawne dane i świadoma decyzja, kiedy warto korzystać z gotowych formularzy, a kiedy lepiej przygotować dokument indywidualnie. Cyfryzacja może usprawnić procesy, ale nie zastąpi doświadczenia. Wciąż będą sytuacje, w których to nie system, lecz właściwa ocena prawna zdecyduje o bezpieczeństwie pracodawcy. Dlatego rola specjalistów HR i doradców prawnych pozostanie kluczowa również w coraz bardziej cyfrowym środowisku pracy.

Greenwashing pod lupą UOKiK – co zmieniają nowe przepisy?

Troska o środowisko staje się coraz częściej podstawą podejmowanych decyzji konsumenckich. Bycie ekologicznym stało się silnym argumentem sprzedażowym, wpływającym na decyzje konsumentów w zakresie wyboru produktu, formy dostawy czy gotowość zapłacenia wyższej ceny za produkty przyjazne środowisku. Firmy zauważyły ten trend i starają się sprostać oczekiwaniom konsumentów.  Problem pojawia się wtedy, gdy marketing wyprzedza rzeczywistość operacyjną. Presja konkurencyjna i popularność trendów „eko” sprawiają, że firmy upraszczają przekaz, eksponują wybrane działania lub komunikują cele tak, jakby były już standardem. W efekcie granica między informacją, a wprowadzaniem w błąd zaczyna się zacierać. Takie zachowania doczekały się nawet własnej nazwy – greenwashing.

Co to jest greenwashing?

Greenwashing to wprowadzające w błąd twierdzenia przedsiębiorców dotyczące ekologiczności, wykorzystywane w komunikacji handlowej, hasłach reklamowych, grafikach, nazwach produktów, oznaczeniach czy narracjach marketingowych.

Czego UOKiK oczekuje od firm? Najczęstsze błędy

W przeciągu ostatniego roku, Prezes UOKiK postawił zarzuty stosowania greenwashingu wobec kilku dużych podmiotów, działających w różnych branżach. Po ich analizie, można pokusić się o przedstawienie najczęstszych błędów w komunikowaniu działań ekologicznych przedsiębiorców, którymi byłoby:

  • Rozszerzanie działań punktowych na całość działalności – realne działania prośrodowiskowe obejmują tylko fragment oferty, ale przekaz sugeruje, że dotyczą całego biznesu.
  • Ogólne hasła bez precyzji – używanie pojęć takich jak „eko”, „neutralny dla środowiska” czy „zeroemisyjny” bez wskazania zakresu, warunków i ograniczeń.
  • Wybiórcze dane – opieranie komunikacji na jednym etapie lub wskaźniku, z pominięciem skali działania i pełnego cyklu życia produktu lub usługi.
  • Założenia zamiast faktów – budowanie narracji ekologicznej na przypuszczeniach co do zachowań konsumentów, bez ich potwierdzenia.
  • Ukrywanie warunków – kluczowe ograniczenia „zielonych” deklaracji są komunikowane nieczytelnie lub marginalnie.
  • Presja na konsumentów – sugerowanie, że wybór innej opcji jest mniej ekologiczny, mimo braku dowodów na realną różnicę wpływu.

Wnioski z analizy powyższych błędów są jednoznaczne: komunikując działania prośrodowiskowe, przedsiębiorca powinien precyzyjnie określić, jakiej części produktu lub działalności one dotyczą, wskazać ich rzeczywisty zakres oraz oprzeć przekaz na jasno zidentyfikowanych i możliwych do zweryfikowania podstawach.

Co zmienią nowe przepisy i jak firmy mogą się zabezpieczyć?

Dotychczasowe zarzuty stawiane przez Prezesa UOKiK wobec przedsiębiorców można traktować jako zapowiedź kierunku, w którym zmierza regulacja rynku. Wraz z wejściem w życie ustawy wdrażającej dyrektywę 2024/825, obowiązki firm w zakresie komunikowania wpływu na środowisko zostaną wyraźnie doprecyzowane. Oznacza to, że to, co dziś bywa jeszcze oceniane w oparciu o ogólne zasady rzetelności i wprowadzania w błąd, wkrótce stanie się konkretnym, jednoznacznym obowiązkiem prawnym. Nowe przepisy znacząco ułatwią Prezesowi UOKiK bezpośrednie formułowanie zarzutów wobec przedsiębiorców, którzy nie dostosują się do nowych standardów. Zmiany mają charakter punktowy, jednak istotnie podnoszą ryzyko regulacyjne związane z komunikacją marketingową.

Najważniejsze konsekwencje dla biznesu obejmują:

  • zakaz stosowania ogólnych twierdzeń o ekologiczności, jeżeli przedsiębiorca nie jest w stanie wykazać uznanej wysokiej efektywności ekologicznej;
  • zakaz posługiwania się własnymi oznaczeniami „eko”, które nie są oparte na uznanych systemach certyfikacji (takich jak EMAS czy EU Ecolabel) albo ustanowione przez organy publiczne;
  • brak możliwości opierania deklaracji neutralności klimatycznej wyłącznie na mechanizmach kompensacyjnych, bez wykazania rzeczywistej redukcji emisji;
  • zakaz przedstawiania obowiązków wynikających z przepisów prawa jako dodatkowych atutów produktu lub usługi.

W praktyce nowe regulacje sprawią, że komunikacja środowiskowa przestanie być obszarem „miękkiego” marketingu, a stanie się elementem podlegającym ścisłej ocenie prawnej. Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność wcześniejszego przygotowania się na bardziej restrykcyjne i precyzyjne egzekwowanie przepisów przez organ ochrony konsumentów. W Polsce oraz wszystkich państwach Unii Europejskiej, nowe regulacje muszą być stosowane najpóźniej od 27 września tego roku.

Jak się przygotować?

Przygotowanie się do nowych realiów regulacyjnych wymaga przede wszystkim uporządkowania sposobu, w jaki firma komunikuje swoje działania środowiskowe. Punktem wyjścia powinno być rzetelne sprawdzenie, które elementy działalności faktycznie mają charakter ekologiczny, w jakiej skali oraz na podstawie jakich danych można to wykazać.

Istotne jest także odejście od ogólnych, hasłowych deklaracji na rzecz konkretu. Jeżeli przedsiębiorca mówi o „ekologiczności”, powinien jasno wyjaśnić, czego ona dotyczy, jakie są jej ograniczenia i czy odnosi się do produktu, usługi, procesu czy tylko wybranego etapu działalności.

Greenwashing przestaje być wyłącznie problemem wizerunkowym, a coraz częściej staje się realnym ryzykiem prawnym i finansowym, które powinno być uwzględniane przy planowaniu strategii komunikacji.

Ochrona znaku towarowego w praktyce: jak zakończyła się sprawa naszego klienta?

Czy warto walczyć o ochronę swojego znaku towarowego? Zdecydowanie tak.

W jednej z prowadzonych przez nas spraw sąd potwierdził naruszenie praw do słownego znaku towarowego i uwzględnił kluczowe roszczenia naszego klienta. Spór dotyczył wykorzystywania przez konkurenta bardzo podobnego oznaczenia w działalności gospodarczej – w tym w nazwie używanej dla usług oraz w domenach internetowych.

Sąd nakazał pozwanemu:

  • zaprzestanie używania spornego oznaczenia w prowadzonej działalności;
  • zakazał wykorzystywania go w domenach internetowych; oraz
  • zobowiązał pozwanego do publikacji stosownego oświadczenia na stronie internetowej.

Sprawa miała istotne znaczenie biznesowe dla naszego Klienta – oznaczenie było wykorzystywane przez podmiot konkurencyjny, który nie cieszył się dobrą reputacją na rynku. W takich sytuacjach ryzyko przeniesienia negatywnych skojarzeń na markę uprawnionego jest realne i może prowadzić do osłabienia jej wartości.

To kolejny przykład na to, że ochrona znaku towarowego nie jest wyłącznie kwestią formalną. W praktyce stanowi ważne narzędzie ochrony marki, reputacji i pozycji rynkowej przedsiębiorcy.

Jeśli mierzycie się z podobnym problemem – pomagamy skutecznie egzekwować prawa do marki i minimalizować ryzyka biznesowe.